Koszmar przy Planty 17/19 trwa. Pożar, kaczka i plaga prusaków - mieszkańcy mają dość
Mieszkańcy bloku przy ul. Planty 17/19 we Włocławku od lat żyją w koszmarze, który zamiast się kończyć, wciąż ewoluuje. Po pożarze, awanturach i kaczce trzymanej w mieszkaniu, teraz przyszło im walczyć z plagą prusaków i nieznośnym smrodem. Mimo interwencji wielu instytucji, problem pozostaje nierozwiązany, a lokatorzy zadają sobie pytanie: ile jeszcze będą musieli to znosić?
Pożar, butle gazowe i ewakuacja mieszkańców
9 sierpnia 2025 roku w jednym z mieszkań na trzecim piętrze wybuchł pożar. Na miejsce skierowano cztery zastępy straży pożarnej, policję i pogotowie ratunkowe. Z powodu silnego zadymienia strażacy musieli ewakuować część mieszkańców z balkonów przy użyciu drabiny mechanicznej.
Jak poinformował później st. kpt. Joachim Zefert z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Włocławku, przypuszczalną przyczyną pożaru było sprawdzanie szczelności butli gazowej przy użyciu otwartego ognia. Osoba zamieszkująca lokal próbowała sprawdzić szczelność butli, używając zapalniczki lub zapałek. W efekcie doszło do pożaru, który strawił kuchnię.
Prusaki, smród i zniszczone drzwi - codzienność lokatorów
Od tamtych wydarzeń minął niemal rok, jednak problemy wcale się nie skończyły. Do redakcji od wielu tygodni docierają sygnały od lokatorów budynku. Z tego samego mieszkania wydostają się prusaki i inne owady, które rozchodzą się po całej klatce schodowej, przedostają do sąsiednich mieszkań, a nawet pojawiają się na elewacji budynku.
Wieczorem wystarczy zapalić światło na klatce. Robaki są dosłownie wszędzie. Wchodzą do mieszkań mimo stosowania różnych środków.
Mieszkańcy bloku przy ul. Planty 17/19
Lokatorzy mówią też o bardzo intensywnym zapachu wydobywającym się z mieszkania. Przy obecnych upałach sytuacja stała się szczególnie uciążliwa. Drzwi do mieszkania są zniszczone, pozbawione klamki i często pozostają uchylone, przez co odór oraz owady łatwiej wydostają się na klatkę schodową.
Awantury, interwencje i kaczka w mieszkaniu
Jak relacjonują lokatorzy, przez lata wielokrotnie dochodziło tam do policyjnych interwencji związanych z awanturami i zakłócaniem porządku. Na klatce schodowej miały pojawiać się rozbite butelki, nocne krzyki, a osoby odwiedzające mieszkanie miały uporczywie dzwonić domofonami lub podawać się za policjantów, próbując dostać się do środka.
W pamięci mieszkańców zapisały się również nietypowe sytuacje. Jak relacjonują, przez pewien czas w mieszkaniu przetrzymywana była nawet... kaczka.
Ta kobieta normalnie trzymała kaczkę w mieszkaniu, wraz z ówczesnym partnerem zabierali ją na spacery, ale załatwiała się w mieszkaniu.
Jeden z mieszkańców
Spółdzielnia: problem znamy bardzo dobrze
Po otrzymaniu sygnałów od mieszkańców zwróciliśmy się z pytaniami do Spółdzielni Mieszkaniowej „Południe”. Zarząd nie ukrywa, że problem jest znany od dawna. Jak wynika z odpowiedzi przesłanej do naszej redakcji, sprawa nie rozpoczęła się wczoraj ani kilka tygodni temu. Pierwsze działania podejmowano już w 2023 roku.
Sprawa lokatorki zamieszkującej omawiany lokal zgłaszana była uprzednio do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie we Włocławku oraz Policji Państwowej. Po pożarze, jaki miał miejsce w omawianym lokalu w dniu 9 sierpnia 2025, zawiadomiono Prokuraturę Rejonową we Włocławku (pismo z 19 sierpnia 2025) o popełnieniu przestępstwa polegającego na sprowadzeniu zagrożenia dla życia, zdrowia i mienia. Postanowieniem z 4 września 2025 Prokuratura Rejonowa wszczęła śledztwo i powierzyła Policji przeprowadzenie tegoż śledztwa w całości.
Dezynsekcja, ale problem wciąż istnieje
Jak informuje spółdzielnia, na zgłoszenia mieszkańców regularnie wykonywane są zabiegi dezynsekcyjne. W roku ubiegłym i w roku bieżącym było to 17 zabiegów (stan na połowę lipca). Po tym czasie spółdzielnia przeprowadziła kolejne zabiegi, jednak mimo tego problem nadal istnieje.
Sytuacja w omawianym mieszkaniu i na klatce schodowej nie uległa radykalnej poprawie. Jednocześnie zapewniamy, że na każde zgłoszenie będziemy reagować w zakresie posiadanych w tym względzie uprawnień.
Zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej „Południe”
Dlaczego nie można po prostu wejść do mieszkania? To pytanie zadaje sobie wielu mieszkańców. Jak wyjaśnia Spółdzielnia Mieszkaniowa „Południe”, przepisy nie pozwalają jej wejść do prywatnego lokalu i przeprowadzić dezynsekcji bez zgody właściciela. Z uwagi na fakt, iż omawiany lokal mieszkalny stanowi odrębną własność, Spółdzielnia ma ograniczone możliwości działania.
Zadłużenie i licytacja mieszkania - czy to rozwiązanie?
Jednocześnie prowadzone jest postępowanie egzekucyjne dotyczące zadłużenia lokalu. Sytuację komplikuje stan prawny mieszkania. Jak poinformowała spółdzielnia, przez długi czas pozostawał on nieuregulowany, a obecnie nie jest znane miejsce pobytu jednego ze współwłaścicieli. To oznacza konieczność ustanowienia kuratora i wydłuża całe postępowanie.
Spółdzielnia podjęła działania, których efektem końcowym powinna być licytacja mieszkania. Mając na uwadze obowiązujące procedury, można przyjąć, że czas definitywnego zakończenia postępowania wydłuży się w czasie.
Mieszkańcy pytają: ile jeszcze?
Mieszkańcy bloku przy ul. Planty 17/19 czują się bezsilni. Podkreślają, że nie oczekują cudów, ale chcą po prostu normalnie mieszkać i nie bać się wracać do własnego domu. Szczególnie trudna jest sytuacja lokatorki mieszkającej naprzeciwko problematycznego mieszkania, która od lat w największym stopniu odczuwa konsekwencje całej sytuacji.
Już raz prawie nas wysadziła. Boimy się, że kiedyś naprawdę dojdzie do tragedii. Nie oczekujemy cudów. Chcemy po prostu normalnie mieszkać i nie bać się wracać do własnego domu. Spółdzielnia mówi, że tylko co z tego, skoro robaki nadal chodzą po całej klatce i wchodzą do naszych mieszkań? My nie oceniamy papierów ani procedur. My patrzymy na to, z czym musimy żyć każdego dnia.
Lokatorzy bloku przy ul. Planty 17/19
Ta historia rodzi pytanie znacznie szersze niż tylko o jeden blok przy ul. Planty. Co mają zrobić mieszkańcy, gdy problem jednego lokalu przez lata zatruwa życie całej klatce schodowej, a kolejne instytucje rozkładają ręce, bo ograniczają je przepisy? Czy naprawdę trzeba czekać, aż wydarzy się coś jeszcze poważniejszego? Dla mieszkańców odpowiedź jest prosta - oni czekają już zdecydowanie za długo.
Informacje przekazała Spółdzielnia Mieszkaniowa „Południe” we Włocławku.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!