Wtorek, 11 sierpnia 2026
Imieniny: Zuzanna, Klara, Ligia

Walka z czasem o życie 43-latki. Rodzina oskarża system o chaos i opóźnienia w leczeniu

Reklamuj sie w tym artykule

„Ona jest w coraz gorszym stanie. Tu się liczą dni” – mówi Paweł Borkowski, mąż 43-letniej Agnieszki, która od połowy lipca walczy z nowotworem płuca z rozsiewem do kości. Zamiast być przy żonie, mężczyzna spędza godziny na telefonach między Włocławkiem a Bydgoszczą, próbując doprowadzić do rozpoczęcia leczenia. Jego relacja to wstrząsający obraz systemu, w którym pacjentka – sparaliżowana i świadoma swojego stanu – została pozostawiona sama sobie, a jej najbliższy człowiek stał się koordynatorem leczenia, który odbija się od drzwi kolejnych placówek.

Historia zaczęła się w połowie lipca, kiedy Agnieszka Borkowska trafiła do szpitala z bólem kręgosłupa. Diagnoza – nowotwór płuca z przerzutami do kości – wywróciła życie rodziny do góry nogami. Od tego momentu, jak relacjonuje mąż, choroba postępuje w zastraszającym tempie. W ciągu zaledwie trzech tygodni kobieta, która wcześniej praktycznie nie chorowała, straciła władzę w nogach i wymaga pilnego leczenia onkologicznego.

Chaos wokół diagnostyki i brakujące dokumenty

Paweł Borkowski opisuje rzeczywistość, w której każdy kolejny dzień przynosi nowe przeszkody. We wtorek, 11 sierpnia, żona miała zostać przeniesiona z neurochirurgii na pulmonologię. Do przeniesienia jednak nie doszło. – Wczoraj brakowało dokumentu, który powinien być do badań dołączony, a dzisiaj nikt już o tym dokumencie nie mówił. Dzisiaj mówią o tym, że nie ma materiału do badań i nie można zacząć badań – relacjonuje mężczyzna.

Kluczowym elementem diagnostyki miały być badania pozwalające dobrać leczenie onkologiczne. Borkowski nazywa materiał przekazywany do badań „bloczkami”. Przez kilka dni był przekonany, że procedura już trwa. W piątek usłyszał, że wyniki mogą być gotowe na początku kolejnego tygodnia. – Już się cieszyłem, że już onkologię możemy zacząć. A wczoraj się dowiedziałem, że nie ma jakiegoś dokumentu wysłanego i te badania nie zaczęły się w ogóle, a one trwają dwa tygodnie – mówi. Dzień później pojawił się kolejny problem: po konsylium okazało się, że materiału do badań jest za mało.

„Pacjent został zgubiony w systemie”

To określenie wraca w rozmowie z Pawłem Borkowskim kilka razy. Mężczyzna twierdzi, że podobny chaos dotyczył wcześniej radioterapii. – Zostaliśmy zagubieni w tym systemie i teraz nie wiadomo, kto tę procedurę zagubił – mówi. Według jego relacji, opóźnienie było na tyle duże, że z Bydgoszczy do Włocławka miał zostać skierowany lekarz, aby rozpocząć radioterapię poza pierwotnym planem. Teraz podobny problem pojawił się wokół diagnostyki potrzebnej do ustalenia leczenia systemowego.

Dla administracji to procedury, dokumenty i terminy. Dla Pawła Borkowskiego każda taka informacja oznacza kolejny dzień bez odpowiedzi na pytanie, jak ratować żonę. – To są kolejne dni, kolejne godziny, których po prostu nie mamy – mówi. Najbardziej przeraża go upływający czas: – Drugi tydzień jesteśmy w plecy. I teraz, na tę chwilę, nie wiem nic. Po prostu nic.

Osobista kurierka dokumentów i brak łóżek w Bydgoszczy

Już po pierwszej rozmowie Paweł Borkowski zadzwonił ponownie z informacją, która jeszcze bardziej utwierdziła go w poczuciu, że ciężar organizowania leczenia spada na niego. Otrzymał polecenie, aby osobiście pojechać do Centrum Onkologii przy ul. Łęgskiej, odebrać dokument wymagający zgody pacjentki, zawieźć go do żony przebywającej w szpitalu, uzyskać jej podpis i ponownie odwieźć dokument na Łęgską. – Mam jutro jechać do pokoju 102, pobrać zgodę, zawieźć ją do pacjenta, żeby pacjent ją podpisał i wrócić do pokoju 102 z tą podpisaną zgodą. Nie można tego mailem wysłać? To koordynator osoby chorej onkologicznie dzwoni do rodziny, żeby to zrobiła? – relacjonuje oburzony mężczyzna.

Mąż Agnieszki pokazuje jeszcze jeden element układanki. Według jego relacji, lekarz z neurochirurgii wskazał, że dalsze leczenie powinno odbywać się na oddziale onkologii klinicznej i chemioterapii w Bydgoszczy. Borkowski ma przed sobą skierowanie oznaczone jako „pilne”. Problem? – Bydgoszcz nie chce. Bo mówi, że nie ma łóżek – relacjonuje. Jednocześnie konsultowany przez niego lekarz zwrócił uwagę na guz naciekający w obrębie kręgosłupa, który powinien zostać usunięty we Włocławku przed leczeniem w Bydgoszczy. Rodzina słyszy więc o neurochirurgii, chirurgii onkologicznej, onkologii, pulmonologii i badaniach niezbędnych do dobrania leczenia. Tyle że jego żona nie jest nazwą oddziału ani numerem skierowania. Ma 43 lata, jest świadoma tego, co się wokół niej dzieje, i według męża obecnie nie chodzi.

„Żona zaczęła płakać” – bezradność rodziny

Jeden moment rozmowy szczególnie pokazuje bezradność tej rodziny. Paweł Borkowski opowiada o informacji, że żona może zostać wypisana do domu: – Ordynator neurochirurgii powiedział, że pacjent rano zostaje wypisany do domu. No i żona zaczęła płakać, bo ona normalnie funkcjonuje, normalnie myśli, wszystko. Mężczyzna mówi wprost, że zaczął uruchamiać wszystkie możliwości, jakie miał. – Wczoraj miałem załatwione po znajomości, już to oficjalnie mówię, przyjęcie... – to zdanie jest być może jednym z najbardziej gorzkich w całej jego opowieści.

Bo pacjentka posiada kartę DiLO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego), ma pilne skierowanie, jest ciężko chora. A mimo to jej najbliższy człowiek próbuje ratować sytuację telefonami i znajomościami. – Ja nie wiem nawet, gdzie już mam dzwonić, bo jestem tak zostawiony trochę sobie. I tak dzwonię po wszystkich, proszę o pomoc, bo może ktoś mi coś jeszcze pomoże – mówi.

Dlaczego ta historia jest ważna dla lokalnej społeczności?

Ta historia to nie tylko dramat jednej rodziny. To sygnał ostrzegawczy dla całego regionu. Jeśli relacja Pawła Borkowskiego znajduje potwierdzenie w dokumentacji medycznej, mamy do czynienia z sytuacją wymagającą pilnego wyjaśnienia przez władze szpitali i Narodowy Fundusz Zdrowia. Pacjenci onkologiczni w naszym województwie mają prawo oczekiwać, że system ich nie zgubi – że dokumenty będą kompletowane na czas, materiał do badań będzie pobierany w odpowiedniej ilości, a łóżka w ośrodkach referencyjnych będą dostępne dla osób z pilnym skierowaniem. To także pytanie o rolę koordynatorów onkologicznych, którzy powinni odciążyć rodziny, a nie zrzucać na nie obowiązki kurierskie.

Redakcja zdecydowała się opublikować relację męża chorej kobiety przed uzyskaniem stanowisk wszystkich placówek, ze względu na dramatyczny charakter sytuacji i szybko pogarszający się stan pacjentki. Nie przesądzamy, dlaczego doszło do opisywanych sytuacji ani kto ewentualnie za nie odpowiada. Nagłaśniamy sprawę, bo w centrum tego wszystkiego jest 43-letnia, ciężko chora kobieta, dla której czas nie jest abstrakcyjnym pojęciem. Będziemy monitorować sprawę i pytać szpitale we Włocławku i Bydgoszczy o wyjaśnienia. Informacje przekazała rodzina pacjentki.

Źródło: zobacz oryginał

Zgłoś poprawkę do redakcji

Jeśli zauważyłeś błąd merytoryczny, nieścisłość lub chcesz sprostować informację - napisz do nas. Twoje zgłoszenie trafi bezpośrednio do redakcji.

Odpiszemy na podany adres e-mail.
AJ

Agnieszka Jurewicz

Opisuje kulturę i codzienne życie miasta, stawiając na rozmowy, reportaż i lokalne historie z charakterem.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!