Baruchowo: spór o interwencję DIOZ i wyjaśnienia wójt Joanny Gawłowskiej
Interwencja DIOZ w Baruchowie przerodziła się w otwarty spór z gminą, a kolejne publikacje organizacji i odpowiedzi wójt Joanny Gawłowskiej tylko podgrzewają atmosferę. Najnowsze wyjaśnienia dotyczą martwego psa, braku wezwania weterynarza, zamknięcia zwierząt w budynku gospodarczym oraz zarzutów o presję wobec osoby zgłaszającej sprawę.
Martwy pies i transport utylizacyjny. Gmina odpowiada na zarzut sprzeczności
Jednym z najczęściej powracających wątków jest kwestia zwłok psa znalezionych na posesji. DIOZ wskazuje, że relacje gminy nie są spójne: z jednej strony miało paść zaprzeczenie, że na miejscu były zwłoki, a z drugiej zamówiono odbiór w ramach transportu utylizacyjnego. Joanna Gawłowska utrzymuje jednak, że pracownicy urzędu zauważyli martwego psa już w środę około godz. 21.00, podczas trzeciej wizyty tego dnia, czyli dzień przed interwencją organizacji.
Według wójt kolejnego ranka gmina zleciła odbiór zwłok firmie, z którą ma podpisaną umowę na takie właśnie przypadki. Do tego doszedł jeszcze drugi element: pracownicy mieli zobaczyć na posesji kości, więc w zleceniu uwzględniono także ich zabranie. Później okazało się, że były to kości świńskie, a nie psie szczątki. Gawłowska podkreśla też, że nie może oceniać pojedynczych urywków nagrania opublikowanego przez DIOZ bez znajomości pełnego przebiegu rozmowy.
Bez weterynarza i bez podstaw do odebrania psów?
Drugim osią sporu jest brak wezwania lekarza weterynarii. Gmina od początku stoi na stanowisku, że psy miały wodę i karmę, a ich stan nie wskazywał na nagłą konieczność pomocy medycznej. Wójt ponownie potwierdza tę ocenę i zaznacza, że pracownicy urzędu, którzy wielokrotnie kontrolowali posesję, nie zauważyli objawów uzasadniających pilną interwencję weterynaryjną.
Joanna Gawłowska zwraca również uwagę, że kilka dni wcześniej zwierzęta widzieli funkcjonariusze Policji, którzy nie zgłosili żadnych uwag ani potrzeby reakcji. Gdy przedstawiciele DIOZ pojawili się na miejscu, urzędnicy byli obecni razem z nimi i - jak twierdzi wójt - nie dostrzegli zmian w zachowaniu psów, które wcześniej budziłyby niepokój. W praktyce oznacza to, że gmina nie widziała podstaw ani do wezwania lekarza, ani do czasowego odebrania zwierząt właścicielowi.
Dlaczego psy trafiły do budynku gospodarczego?
DIOZ zarzuca gminie, że zwierzęta zostały zamknięte w niewielkim pomieszczeniu w czasie upałów, co miało pogarszać ich warunki. Wójt odpowiada, że decyzję o czasowym umieszczeniu psów w budynku gospodarczym podjęła osobiście. Jak wyjaśnia, wynikało to ze zgłoszeń mieszkańców, którzy mieli informować, że psy opuszczały posesję, wybiegając na drogę i stwarzając zagrożenie dla przechodniów oraz kierowców.
Samorząd zapowiadał rozwiązanie docelowe: zabezpieczenie psów w zewnętrznym boksie na terenie posesji, który miał zostać ogrodzony siatką. Gmina utrzymuje, że zastosowane rozwiązanie było wyłącznie tymczasowe. Drzwi do pomieszczenia wykonano z siatki ogrodzeniowej, aby zapewnić dopływ powietrza i światła. To właśnie ten element stał się jednym z punktów najmocniej krytykowanych przez DIOZ w publikowanych materiałach wideo.
Zarzuty o zastraszanie i spór o przebieg nagrania
Kolejny konflikt dotyczy osoby zgłaszającej sprawę oraz kobiety będącej w ciąży, która miała uczestniczyć w interwencji. DIOZ sugeruje, że mogła ona czuć się zastraszana. Wójt stanowczo temu zaprzecza i twierdzi, że opublikowany materiał nie pokazuje pełnego kontekstu ani początku jej wypowiedzi, przez co - jej zdaniem - nie da się prawidłowo ocenić, do kogo były skierowane słowa.
Gawłowska mówi też, że nie znała ciężarnej kobiety i nie wiedziała, że była obecna zarówno na posesji, jak i w urzędzie gminy, a także że nagrywała moment wejścia przedstawicieli DIOZ do urzędu oraz pozostawienia zwłok psa na podłodze. Według jej relacji wypowiedź miała być skierowana do mieszkanki gminy, z którą rozmawiała dwa razy tego samego dnia. Wójt przekonuje, że w opublikowanym nagraniu brakuje początku zdania, przez co odbiór sytuacji może być mylący. Zaprzecza również, by kierowała do ciężarnej kobiety sugestię odpowiedzialności za wniesienie zwłok do urzędu.
Dlaczego to ważne dla mieszkańców Baruchowa?
Spór wokół interwencji nie jest wyłącznie lokalną wymianą oświadczeń. Dla mieszkańców Baruchowa i całej gminy to sprawa dotycząca bezpieczeństwa, sposobu reagowania urzędu na zgłoszenia oraz standardów opieki nad zwierzętami. Emocje rosną także dlatego, że pojawiają się skrajnie różne relacje tych samych zdarzeń: inne przedstawia DIOZ, inne gmina.
W takich sytuacjach kluczowe stają się dokumentacja, pełny przebieg działań i jasne wyjaśnienia. To one mają odpowiedzieć na pytanie, czy samorząd działał właściwie, czy też - jak twierdzi organizacja - zawiódł w momencie, gdy zwierzęta mogły wymagać natychmiastowej pomocy. Na razie żadna ze stron nie wycofuje swoich stanowisk.
Co dalej w tej sprawie?
Na obecnym etapie gmina konsekwentnie broni swoich decyzji, a DIOZ nadal publikuje kolejne materiały i zarzuty. Można więc zakładać, że spór jeszcze się nie kończy. Dla mieszkańców najważniejsze pozostaje to, czy pojawią się pełne nagrania, dokumenty i dalsze wyjaśnienia pozwalające jednoznacznie ocenić przebieg całej interwencji.
Na razie pewne jest jedno: sprawa z Baruchowa stała się jednym z najgłośniejszych lokalnych tematów ostatnich dni i wywołuje pytania nie tylko o los zwierząt, ale też o granice działań samorządu w sytuacjach kryzysowych.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!